Jeszcze nasze babki uważały, że rodzenie dzieci to główne powołanie każdej kobiety. Poglądy na kwestię macierzyństwa zmieniły się diametralnie. Do tego stopnia, że na wielodzietne rodziny często spoglądamy z politowaniem i współczuciem.
Warunki ekonomiczne, w których przyszło nam żyć wymuszają na kobietach pracę zawodową, które przynosi co miesiąc określone dochody. Utrzymanie dzieci kosztuje obecnie naprawdę dużo i tylko nieliczni mężczyźni zarabiają tyle, aby móc zaspokoić podstawowe potrzeby swojej rodziny. A „podstawowe potrzeby” są zdecydowanie większe niż kiedyś. Nawet państwowe żłobki i przedszkola pociągają za sobą koszty i trzeba mieć szczęście, żeby dziecko dostało się na listę. Na bezpłatną pomoc babć mogą liczyć tylko niektórzy szczęściarze. Wynagrodzenie niani pochłania natomiast lwią część dochodów. Kosztują również wyprawki szkolne, dentysta, lekarstwa i różnego rodzaju rozrywki jak np. kolonie letnie. Im więcej dzieci tym większe wydatki i mniejsze prawdopodobieństwo, że kobieta zdoła pogodzić obowiązki domowe i wychowanie gromadki dzieci.
To smutne, ale z każdym kolejnym potomkiem w rodzinie wzrasta obciążenie kobiety. Także w sensie zdrowotnym. Nieprzespane noce, brak chwili dla samej siebie i problemy w pracy wynikające z częstych L4 na chore dzieci, powodują nieustanny stres i odbierają radość z życia. Pewnie z tego względu kobiety coraz częściej decydują się na późne macierzyństwo. Ciąża po 30, gdy sytuacja zawodowa oraz zarobki są już na odpowiednim poziomie, to standard, do którego dążą nowe pokolenia kobiet. Najczęściej pragną jednego lub dwójki dzieci. Obecnie modelowa statystyczna rodzina to 2+1, czyli on ona i dziecko.